Wyobraź sobie, że znasz datę swojej śmierci.
Wyobraź sobie, że poznajesz ją wtedy, gdy jesteś w połowie swojego życia, niezależnie od tego, czy masz 2 czy 30 lat.
Wyobraź sobie, że nie ma od tego ucieczki.
„Bo ona ma w sobie mrok. Ból, który przemknął jej przez twarz, kiedy zadała mi tamto pytanie, pochodził z jej wnętrza”
Półrozpad – o co chodzi?
W świecie tej historii istnieje Instytut, który bada zjawisko półrozpadu. Naukowcy próbują znaleźć jego przyczynę i opracować lekarstwo, choć z każdym kolejnym dniem coraz trudniej wierzyć, że jest to w ogóle możliwe. Pracuje tam September – w zasadzie odbywa staż. Przyjechała z daleka, zostawiając za sobą całe dotychczasowe życie. Razem z walizkami przywiozła też ogromny ból, który przez długi czas tłumiła w sobie i świadomie nie chce się z nim zmierzyć.
Flint z kolei wraca do rodzinnego miasta wraz z rodzicami. Wraca, ponieważ przygotowuje się do śmierci. Dokładnie wie, ile czasu mu zostało. Trudno więc dziwić się temu, że jest pogrążony w smutku, przygnębieniu i poczuciu bezsensu. Skoro wszystko i tak ma się skończyć, po co się starać? Po co marzyć? Po co planować przyszłość?
„Nie musisz o tym rozmawiać akurat ze mną. Ale jeśli wciąż będziesz to dusić w sobie, to czymkolwiek to jest, zniszczy Cię od środka”.
Los sprawia, że ich drogi się przecinają. I rodzi się między nimi uczucie, którego żadne z nich się nie spodziewało. Tematyka odchodzenia i straty bliskiej osoby jest trudna. Chyba nigdy nie da się w pełni oswoić z myślą, że ktoś, kto jeszcze chwilę temu był częścią naszej codzienności, po prostu zniknie i już naprawdę nigdy go nie będzie. Ta książka pokazuje, jak różnie ludzie przeżywają żałobę, strach i świadomość nieuchronnego końca. Jak przeżywają żałobę jeszcze za życia – zarówno bliscy, jak i osoba, która na ten koniec oczekuje.
September pokazuje Flintowi, że nawet po największym bólu można próbować odnaleźć światło. Sama przeszła przez piekło, a mimo to nadal potrafiła cieszyć się drobiazgami. Miała też jasny cel – zrozumieć, dlaczego półrozpad istnieje i znaleźć sposób, by go zatrzymać. Nie chciała pogodzić się z tym, że czyjś los został z góry przesądzony, miała w tym swoją misję.
„Ja z każdym miejscem żegnam się krótki i po cichu, jakbym widział je po raz ostatni – co zwykle jest prawdą”.
Młodzieżowe science-fiction
To młodzieżowa dystopia z elementami science fiction, których wg mnie mogłoby być więcej. Cała reszta świata jest bardzo realistyczna, dzięki czemu łatwiej wyobrazić sobie, że taka rzeczywistość mogłaby naprawdę istnieć. To wzruszająca opowieść o tym, jak bardzo każdy z nas pragnie żyć. Pokazuje też, że znajomość daty swojej śmierci wcale nie sprawia, że zaczynamy żyć pełnią życia. Nie tworzymy nagle listy marzeń do odhaczenia, często jest wręcz odwrotnie. Pojawia się lęk, rezygnacja i poczucie, że wszystko straciło sens.
Flint to bohater, który nie udaje silnego. Jest smutny, zagubiony i przytłoczony tym, co go czeka. Pokazuje, że smutek nie jest oznaką słabości, jest naturalną częścią życia i towarzyszy nam częściej, niż byśmy chcieli. Tak samo jak żałoba, tęsknota czy strach. Nie zawsze musimy być dzielni, czasem wystarczy pozwolić sobie czuć, zatopić się w bólu, smutku, w tych skrajnych emocjach, zanim przyjdzie do nas spokój.
To historia, która zostaje w głowie jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony. Skłania do refleksji nad tym, jak kruche jest życie i jak często odkładamy je na później, jakbyśmy wszyscy mieli nieskończenie dużo czasu.
„Pół życia miłości” to piękna i momentami bolesna opowieść o życiu, stracie, nadziei i miłości.
„Przy mnie nie musisz udawać. Dobrze jest na chwilę zrzucić maskę. Choć przez moment nie być taka, jaką ludzie oczekują, że będę”


