

Nie ma zwyczajnych żyć
Syb pisała do bliskich, do znajomych, do ludzi, którzy w jakiś sposób odcisnęli ślad na jej historii. Poznajemy ją jako starszą kobietę, która większość życia ma za sobą, było ono pełne miłości, strat, błędów, tęsknoty i trudnych decyzji. Ta powieść jest tak naprawdę opowieścią o zwyczajnym życiu. A może właśnie o tym, że nie ma zwyczajnych żyć. O tym, jak bardzo wydarzenia, których doświadczamy, kształtują nas jako ludzi. Jak wpływają na nasze wybory, relacje i sposób, w jaki patrzymy na samych siebie. I jak bardzo, niezależnie od wieku, potrzebujemy drugiego człowieka.
Bohaterka próbuje domknąć sprawy, które przez lata nosiła w sobie. To bardzo osobista historia, a epistolarna forma sprawia, że mamy wrażenie, jakbyśmy zaglądali prosto do czyjejś duszy. Czy może być coś bardziej intymnego niż czytanie czyichś listów?
Język tej powieści jest piękny i plastyczny. Bez trudu wyobrażałam sobie Sybil siedzącą przy biurku, pochyloną nad kolejną kartką papieru. Mimo wszystkich trudnych doświadczeń nie porzuciła nadziei ani miłości. Próbowała naprawić, odzyskać to, co jeszcze było możliwe, a przede wszystkim nauczyć się wybaczać… również samej sobie. Mimo wszystko odnajdywała radość w małych rzeczach i potrafiła kochać kolejny raz.


Audiobook czy papier?
Ta książka naprawdę mnie wzruszyła. Słuchałam jej w formie audiobooka i muszę przyznać, że na początku trudno było mi odnaleźć się w tej formie. Słuchanie kolejnych listów nie dawało mi tego samego doświadczenia, co ich czytanie. Brakowało mi podpisów, adresów, drobnych szczegółów, chwili zatrzymania nad każdą stroną. Żałuję, że nie miałam tej książki w papierowym wydaniu. Taka forma pozwala głębiej przeżyć tę historię, bardziej namacalnie, bardziej intymnie.
Na koniec zostało ze mną pytanie o to, jak ogromny wpływ może mieć jedna tajemnica noszona przez całe życie. Jak potrafi zmienić sposób, w jaki patrzymy na siebie, jak odbija się na relacjach z najbliższymi i jak bardzo przygniata. Książka skłania do wielu refleksji.




