
Serial opowiada o życiu terapeutów, którzy, mimo że pomagają innym, sami zmagają się z własnymi problemami i emocjonalnym ciężarem. Głównym bohaterem jest Jimmy, który razem z córką próbuje odnaleźć się po bardzo osobistej tragedii.
To historia o stracie, relacjach, próbie posklejania życia na nowo, pokazanie, że nawet w największym bólu nadal można znaleźć radość i ludzi, którzy pomagają przetrwać najtrudniejsze momenty. Twórcy serialu pokazali proces przechodzenia żałoby: momenty totalnej rozpaczy, radości, poczucia winy, że życie idzie do przodu, mimo że nie ma w nim tej jednej ważnej osoby.
Fenomenalna obsada sprawia, że od pierwszego odcinka trudno oderwać się od ekranu. Harrison Ford w swojej roli jest genialny, jego postać to mistrzostwo, surowy, zdystansowany, ironiczny, z ciętymi żartami, ale nawet ta skorupa powoli będzie opadać. Dawno nie widziałam tak dobrze napisanej i zagranej postaci. Ogromną siłą tego serialu są też dialogi oraz wszystkie smaczki odnoszące się do popkultury i codzienności. Rozmowy bohaterów są naturalne, zabawne. To jeden z tych seriali, do których chce się wejść i stać częścią tej trochę szalonej paczki ludzi.
„Shrinking” wywołał we mnie ogrom emocji. Dawno nie zdarzyło mi się płakać i śmiać praktycznie w tym samym momencie niemal podczas każdego odcinka. Humor przeplata się tutaj z bólem, samotnością i próbą odnalezienia siebie po trudnych doświadczeniach. Moim ulubionym odcinkiem jest finał drugiego sezonu, wzruszający, poruszający i po prostu przepiękny.
Znalazłam ten serial przed przypadek i żałuję, że nie słyszałam o nim wcześniej!

To, co najbardziej urzekło mnie w tym serialu, to fakt, że nie ma w nim miejsca na typowe „mean girls”, rywalizację i sztucznie wykreowane dramaty. Zamiast tego dostajemy prawdziwą dziewczyńską solidarność, wsparcie i relacje, które dają poczucie bezpieczeństwa. To jest niezwykle odświeżające w erze seriali, które prezentują coś odwrotnego.
Nie ma tutaj również stereotypowego sportowca, niedostępnego, aroganckiego chłopaka, w którym zakochują się wszystkie dziewczyny. Jest za to dobry, wrażliwy chłopak, który trochę wbrew sobie zakochuje się w pewnej nieznajomej i troszczy się o nią na każdym kroku.
Pięknie pokazano pierwszą prawdziwą miłość, relację budowaną na zaufaniu, szacunku, małych rzeczach takich jak uczestniczenie w ważnych momentach, ciepłych słowach, wsparciu. Nie było wielkich gestów (czy te małe rzeczy nie są ważniejsze?), czy toksycznych zachowaniach. I właśnie dlatego tak bardzo pokochaliśmy ten serial.
Momentami aż czułam niepokój, czekając na ten schematyczny zwrot akcji, który znamy z wielu młodzieżowych produkcji: zdradę, toksyczność czy niepotrzebny dramat. Tutaj tego nie było. Zamiast konfliktów dostaliśmy historię o traumach, trudnościach i próbie poradzenia sobie z nimi, młodych ludziach, którzy po prostu próbują je przetrwać i odnaleźć siebie.
Wielkie brawa dla twórców za stworzenie takiego serialu. Wiem, że pojawiają się głosy, że nie wszystko zostało pokazane tak jak w książkach, ja ich nie czytałam, więc oglądałam tę historię z perspektywy osoby, która poznaje bohaterów po raz pierwszy i może dlatego tak dałam się jej pochłonąć.

Serial jest adaptacją książki (nie ekranizacją) i myślę, że warto to zaznaczyć, bo wiele scen czy sposób przedstawienia bohaterów różni się od literackiego pierwowzoru. Kocham książkę i kocham serial, mam wrażenie, że moja opinia jest bardzo nieliczną – czytałam sporo tych negatywnych wrażeń, które wynikają z rozbieżności między książką, a serialem.
Percy spędzała każde lato w Barry’s Bay aż do momentu, gdy wszystko się zmieniło. Jedna decyzja, podjęta pod wpływem bólu i nieprzepracowanych emocji, sprawiła, że w utraciła bardzo ważną część swojej tożsamości. Ten moment naznaczył całe jej późniejsze życie. Po dziesięciu latach wraca do miejsca, od którego próbowała uciec, a przede wszystkim do przeszłości i historii z Samem, której nigdy tak naprawdę nie zamknęła.
Spotyka dawnych przyjaciół, stawia czołom decyzjom, wraca do miejsc pełnych wspomnień. Zaczyna rozumieć, że nie da się uciec od tego, co nas ukształtowało i że tajemnice niszczą człowieka. Pięknie oglądało się jej drogę powrotu do samej siebie, która była bolesna. Ta droga nie została do końca pokonana.
To nie jest łatwa historia miłosna, piękna, niespokojna i w pewnym sensie niedokończona, ponieważ serial kończy się niczym klamra kompozycyjna do pewnej początkowej sceny, pozostawiając widza z niedopowiedzeniami.
Oglądałam ten serial jak zaczarowana głównie przez sposób, w jaki został nakręcony. Te płynne przejścia między scenami, przechodzenie z teraźniejszości do przeszłości było zrobione naprawdę przepięknie. Do tego scenografia, kadry, ujęcia, tworzyło to otulającą całość.

Margo jest studentką, która nie ma za sobą idealnego życia rodzinnego, o tym dowiadujemy się stopniowo. Serial nie odkrywa wszystkich kart od razu, dzięki czemu wraz z kontynuacją rozmowy, możemy lepiej zrozumieć bohaterów i ich motywacje.
Na początku mama Margo nie wzbudza szczególnie pozytywnych emocji, ale z czasem zaczynamy dostrzegać jej perspektywę i rozumieć, dlaczego podejmuje takie, decyzje. W kluczowym momencie staje przy córce i ją wspiera, co pięknie pokazuje, że mimo decyzji, z którymi bliscy Margo się nie zgadzają, ma ona wokół siebie ludzi, którzy tworzą jej własną, wspierającą „wioskę”.
W serialu jest sporo wzruszających momentów, choć sama historia bywa momentami nieco naiwna. Mimo to ogląda się ją z zainteresowaniem, głównie przez emocje bohaterów i sposób pokazania ich relacji. Na plus zasługuje (oczywiście) gra aktorska Elle Fanning, która potrafiła pokazać zagubienie i determinację swojej bohaterki w naturalny sposób.
Produkcja wzbudza kontrowersję, ponieważ porusza temat działalności na OF. Przyznam, że nie podobało mi się przedstawienie tego jako jedynej słusznej drogi dla Margo, bo nią nie była. Niektóre sceny wydawały mi się również przesadzone, choć rozumiem, że twórcy chcieli w ten sposób mocniej zaakcentować pewne aspekty.
Można podważać wiele decyzji głównej bohaterki – część z nich jest impulsywna, niedojrzała czy wręcz dziecinna, ale właśnie na tym opiera się ten serial. Margo dojrzewa, popełnia błędy i uczy się konsekwencji własnych wyborów. Myślę, że rozwój tej postaci będzie ciekawym elementem kolejnych sezonów.
Książki nie czytałam, więc serial oceniam wyłącznie jako osobną historię.

Przepiękna, głęboka i niezwykle poruszająca historia o relacjach między ojcem a córkami, które przez większość życia czuły się pomijane, niewidzialne i emocjonalnie zapomniane. Spotykają się po śmierci matki, na stypie, ten moment staje się początkiem trudnej konfrontacji z przeszłością, rodziną i samymi sobą.
To film wielowarstwowy, te warstwy stopniowo składają się w całość. Wiele rzeczy nie zostaje tutaj wypowiedzianych wprost, znaczenia ukryte są w obrazach, pięknie, symoblicznie nakręconych scenach. Pęknięcie na ścianie domu staje się metaforą zaburzonych relacji rodzinnych, niewypowiedzianych emocji oraz traum pokoleniowych.
Mocno wybrzmiewa temat korzeni i historii rodzinnej. Tego, jak ważne jest poznanie własnej przeszłości, aby zrozumieć siebie i mechanizmy, które nosimy w sobie od lat. Ojciec bohaterek stara się na swój sposób, tak jak potrafi, czyli przez sztukę, zbliżyć do najstarszej córki, która nosi w sobie najwięcej żalu.
Sam dom w formie fizycznej jest czymś więcej niż tylko miejscem, staje się symbolem relacji rodzinnych. Relacji trudnych, zaniedbanych, które da się jeszcze odbudować, jeśli każdy odważy się zdjąć z siebie warstwy żalu i niewypowiedzianych nigdy słów, jeśli zdobędzie się odwagę, aby umieć przebaczyć i budować na nowo.
Nie chcę zdradzać zbyt wiele, bo to zdecydowanie film do własnej interpretacji i analizy. Zostawia widza z refleksją i zmusza do zatrzymania się nad historią bohaterów oraz własnymi doświadczeniami. Bardzo mi się podobał właśnie przez emocjonalną głębię i sposób opowiadania historii nie tylko słowny, ale też wizualny, słowa znaczą wiele, ale to te sugestywne obrazy zostają w głowie długo po obejrzeniu seansu.
Film oglądałam w oryginale i zdecydowanie tak też polecam (film jest skandynawski z wsawkami angielskimi w scenach z Elle Fanning).
co obejrzeć, dobre seriale, Margo jest spłukana, Off campus recenzja, Off campus czy warto obejrzeć, Wartość sentymentalną, Every year after recenzja, Every year after ekranizacja, serial o terapeutach, Skrinking recenzja, serial o codziennym życiu