Skip to content
Menu

Ale nie wczoraj, tylko pewnego lipcowego, deszczowego dnia… Pierwszy raz dom widzieliśmy w maju zeszłego roku. Po tej wizycie mieliśmy wiele myśli w głowie, a głównie była nią „nie, to chyba ZNOWU nie to”. A jednak, los poprowadził nas dokładnie do tamtego miejsca. 

Między kartkami jest mnóstwo rozdziałów do opowiedzenia. I chcę je tutaj uwiecznić, bo mi takie historie innych osób bardzo pomagały. Długo nie mówiliśmy nikomu o naszej decyzji, nie chcieliśmy innych głosów, namawiania, sugerowania, chcieliśmy ją podjąć w zgodzie z nami, bez zewnętrznego chaosu.

Od początku sierpnia żyjemy z Karolem na dwa domy. Ja tutaj z dzieciakami ogarniając całą rzeczywistość, Karol tam, ogarniając remont (robimy praktycznie wszystko samodzielnie z pomocą rodziny). Rozłąka była ciężka – widywaliśmy się w weekendy (nie każde) i czasami jeździliśmy na dłużej. Na szczęście dosłownie na dniach przeprowadzka, a jeszcze wcześniej trzeba zapakować całe swoje życie w kartony i je przewieźć 100 km dalej.

Czeka nas nowy etap życia – na własnych zasadach, w pięknym miejscu tuż, obok lasu, ale jednak blisko dużego miasta. W ostatnich dniach słyszę pytanie, czy się boję? Nie boję się. Byłam przerażona, ale rok temu. Teraz jestem piekielnie zmęczona (nie tylko ja) i naprawdę potrzebuję już naszej codzienności we czwórkę. Lista zadań do zrobienia nie ma końca i trudno mi złapać w tym balans, wspólnie będzie trochę raźniej.

Nasz Dom. Jeszcze nie idealny (do tego mu daleko, ale zupełnie się tym nie przejmujemy). Jeszcze nie do końca gotowy (i pewnie długo będziemy w nim dłubać, bo pracy jest ogrom). Ale nasz. I to dopiero prolog tej historii. Reszta dopiero się pisze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *