Skip to content
Menu

Wspomnienia nie mogą się powtórzyć.

Jak opowiedzieć o odchodzeniu z perspektywy dziecka? Autorka zrobiła to po mistrzowsku, dodatkowo wplotła w opowieść katalońskie zwyczaje i elementy kultury. Narracja prowadzona jest z perspektywy małego bohatera, Jana. Opowiada on fragment swojego życia: moment, w którym babcia i dziadek Joan, pojawiają się w jego domu i nadchodzi czas rzeczy ostatecznych, między innymi ostatniego spaceru do szkoły z dziadkiem, sprzedaży ich domu. 

Pomyślałem, że od teraz, szorując zęby przed spaniem, zawsze będę słyszał głos dziadka i babci w dużym pokoju. I powinienem się był ucieszyć, ale jakoś mi nie wyszło.

Odchodzenie jest procesem powolnym, choroba każdego dnia po cichu zabiera kolejne fragmenty człowieka, aż w pewnym momencie nie zostaje już nic. Choć dorośli nie mówią o tym głośno, dziecko i tak wie. Widzi te ukradkowe, niespokojne spojrzenia, słyszy ciche kłótnie za zamkniętymi drzwiami, dostrzega oczy, w których gaśnie blask i które zachodzą mgłą. Dzieci zawsze wiedzą więcej, niż nam się wydaje. Potrafią czytać między wierszami, spojrzeniami, pomiędzy udawaniem a rzeczywistością.

Nie wszystko zrozumiałem, ale oczy taty mówiły, że nie życzy sobie więcej pytań, a mnie nie trzeba było dwa razy powtarzać. Są odpowiedzi, które przychodzą same, po jakimś czasie, może jedna za drugą, jak okruchy chleba na grzbietach mrówek albo jak śpiew konika polnego wibrujący w powietrzu.

To historia dziecięcej dociekliwości i powolnego godzenia się z losem, którego nie da się jeszcze zrozumieć. Autorka wciela się w rolę małego chłopca, którego świat stopniowo się rozpada. Choroba ukazana z perspektywy dziecka porusza szczególnie mocno. To także ważna przypominajka dla dorosłych, małe dziecko ma własną tożsamość, potrzebę autonomii i bycia traktowanym poważnie. 

– Co? Nie. Dom moich dziadków pachnie morzem.
I tym sposobem dokonałem odkrycia, że domy dziadków mają swój szczególny zapach, ale nie wszystkie pachną tak samo.

Obserwujemy, jak proste czynności urastają do rangi góry lodowej i jak rodzina, za wszelką cenę, próbuje wyrwać bliską osobę z jej szponów. Czasem podstępem, czasem drobnymi gestami pomagają starszemu człowiekowi nadal czuć się potrzebnym i użytecznym. Ta historia wywołuje w czytelniku wiele ciepłych emocji, miłość i ciepło po prostu z niej wypływa.

Tata spojrzał na mnie i wtedy zrozumiałem, że mi powie, że przyjdzie mu to z wielkim trudem, ale w końcu powie mi, co się dzieje. (…) Ale wiem również, że gdy tylko poznam wszystkie odpowiedzi, moja twarz zszarzeje, a oczy staną się szkliste.

Szczególnie poruszająca jest relacja dziadka z wnukiem. Dziadek występuje tu w roli nauczyciela i powiernika, wspiera, opowiada, przekazuje chłopcu swoje sekrety i najważniejsze historie z życia. To one będą żyły dalej, opowiadane przez chłopca, Jana bez „o”. I Jan będzie musiał nauczyć się żyć bez „o”. W książce znajdziemy wiele subtelnych odnośników i niuansów, które splatają się w spójną, niezwykle poruszającą całość. Niektóre słowa wpijają się w głowę, w serce, w duszę i zostają na dłużej… Uwielbiam za to hiszpańskich autorów, za te przepiękne, obrazowe opisy, trafne przemyślenia, które skłaniają do refleksji.

Nie patrz na sklepy, bo ciągle się zmieniają. Jedyne, co się nie zmienia, to ulice.

współpraca barterowa z Wydawnictwem Znak

PS. Bardzo do tej książki pasuje mi piosenka „Jasny” Igora Herbuta

„Zachwycisz się
Tamtym wielkim drzewem
Śpiewem ptaków
Podmuchem wiatru

Szumem morza
Ciepłym deszczem
W jesienny nastrój
Wschodzącym słońcem
Zapachem gór
O poranku

I pewnie też kiedyś ze smutku pęknie Ci serce
Wtedy otrzyj łzę i kochaj
Wiedz też że jestem i zawsze
Rozjaśnię Ci drogę

Tak jak Ty zrobiłeś to dla mnie”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *